Jak utrwalić jesienne liście? Sensoryczna kompozycja 2.0

8
5078
views
liście

Zdawałoby się, że nie tak dawno pisałam Wam o sensorycznym potencjale, jaki szeleści w jesiennych liściach. Tymczasem od powstania naszej pierwszej jesienno-sensorycznej kompozycji zdążył minąć rok. W międzyczasie wymacaliśmy stosy patyków, przerzuciliśmy garście kamieni, nacieszyliśmy bose zmysły trawą, gliną, żwirem i innymi darami Matki Natury. Aż tu nagle znowu zawitała do nas jesień. Chcecie wiedzieć, jak ją ugościliśmy w tym roku i co zrobiliśmy, żeby jej piękne liście zostały z nami na dłużej?

Jak utrwalić jesienne liście?

Nasza zeszłoroczna kompozycja była kreacją bardzo beztroską i spontaniczną, nastawioną w pierwszej kolejności na przeżywanie, stymulowanie zmysłu dotyku i bez wielkiego ciśnienia na efekty końcowe.

Ostatecznie wyszła nam całkiem zgrabnie, jednak cieszyła nasze oczy zdecydowanie za krótko. Po 3 tygodniach wiszenia na ścianie z okazjonalnym macaniem rękami dwulatka tudzież trącaniem kocimi kończynami, została z niej tekturowa baza i kupka suchych paproszków. Same liście zmatowiały jeszcze szybciej, powykręcały się we wszystkich kierunkach i zaczęły się kruszyć przy byle dotknięciu.

W tym roku podjęłam próbę przedłużenia ich żywotności i tak trafiłam na kilka sposobów utrwalania jesiennych liści.

1. Liście utrwalane lakierem do włosów

Lakierem utrwalamy węgiel, pastele i inne brudzące techniki plastyczne. Okazuje się, że to specyfik dalece uniwersalny, którym możemy spryskać także liście. Jednakowoż jego skuteczność i długość działania ma swoje granice.

2. Liście moczone w parafinie

Parafinę w formie stałej rozpuszczamy w wysokiej temperaturze. Maczamy w niej liście i wieszamy do stężenia. Koncepcja ciekawa, ale pokonała mnie perspektywa pracy z gorącą parafiną w obecności ciekawskiego trzylatka, a także brak twardej parafiny w sklepach/aptekach stacjonarnych w moim mieście.

3. Liście moczone w glicerynie

Jedne źródła donoszą, że liście muszą się tej gliceryny „napić”, wciągając ją przez gałązkę. Inne twierdzą, że wystarczy moczenie samych liści w glicerynowo-wodnej mieszance. Tak czy siak proces preparowania trwa. Za to efekty są podobno powalające i warte zachodu. Jeśli macie i czas, i chęci myślę, że warto zgłębić ten temat. Ja będę pielęgnować go w swojej pamięci do momentu, aż moje dziecię zacznie wykazywać większą cierpliwość i zrozumienie dla bardziej wymagających eksperymentów. A póki co zostaje nam jeszcze sposób nr 4.

4. Liście malowane werniksem akrylowym i magicznym klejem

W zeszłym roku opędzlowaliśmy liście wikolem. Pierwszy efekt był całkiem niezły, jednak wikol nie dał rady ochronić liści na dłuższą metę. Z czasem zaczął odchodzić płatami, liście zmatowiały i zaczęły się kruszyć. Wikol jest klejem twardym, dlatego w tym roku postawiliśmy podążyć tropem czegoś bardziej elastycznego.

liście

Klej magiczny (introligatorski) po wyschnięciu robi się przezroczysty i zamienia się w elastyczną spoinę. Na pewno kojarzycie popularną czerwoną tubkę. My korzystamy z litrowego opakowania innego producenta, ale właściwości pozostają te same.

Klej rozcieńczyliśmy wodą, mniej więcej w proporcji 1:1. Pomalowaliśmy nim liście zanim wyschły (w dzień ich zebrania) i rozwiesiliśmy na suszarce do wyschnięcia. Co ważne, liście należy pomalować dwustronnie i to dosyć grubą warstwą. Dzięki temu po wyschnięciu staną się giętkie i elastyczne. Co prawda nie uchroni ich to przed delikatnym ściemnieniem, ale barwy pozostaną błyszczące i intensywne. Podobny efekt uzyskamy używając werniksu akrylowego. Może być taki do decoupagu albo taki dziecięcy – typowo do prac kreatywnych.

liścieliścieliścieliście

Efekty takiej konserwacji są naprawdę niezłe. Jeśli chodzi o elastyczność liści, można je giąć bez obaw. Zachowują się trochę jak skóra, a trochę jak papier. Bardzo ciekawy efekt, który mam nadzieję powstrzyma ich przedwczesne pękanie i kruszenie.

Pod względem kolorystyki liście odrobinę ściemniały. Najbardziej „ucierpiały” na tym żółcienie, bo zrobiły się bardziej ugrowe. Swoją pierwotną soczystość utrzymały za to zielenie. Ładnie utrwaliła się także czerwień. Kolory mimo, że ciemniejsze zachowały ładne nasycenie, a ich powierzchnia jest delikatnie błyszcząca. Liście pomalowane werniksem błyszczą się jeszcze bardziej.

Tak przygotowane liście dają się łatwo formować w dłoni i nawet po zgnieceniu i wytarmoszeniu dają się na powrót wyprostować.

Z tak przygotowanych liści można wyczarować cuda-wianki. Albo wianek ;)

liście liście

Sensoryczna kompozycja 2.0

Wersja 1.0 i 2.0 różni się prawie wszystkim, jeśli weźmiemy pod lupę sposób ich wykonania.

Elementem wspólnym jest okrągła baza wycięta z kartonu, ale nawet ona wygląda tym razem inaczej. W zaszłym roku był to jeden niemalże płaski element. W tym dodaliśmy mu głębokości. Bazę skleiliśmy z dwóch okręgów, dystansując je od siebie. Dzięki temu nasz wianek zyskał na objętości.

liście

Do przytwierdzania liści posłużył nam tym razem nie klej, a dwustronna pianka montażowa. Zanim jednak dziecię zaczęło przyklejać liście do tekturowej bazy, musiało odciąć każdemu listkowi „ogonek”, przyciąć kawałek taśmy i przykleić go na liścia.

To był prawdziwy hit! Nożyczki i naklejki to jedna z ulubionych kombinacji mojego dziecia i jeśli Wasze trzylatki są choć odrobinę podobne, powinny mieć z tego zadania równie wiele radości.

Dwustronną piankę montażową dostaniecie w markecie lub sklepie papierniczym.

liście liście liście liścieliścieliście

Dzięki zastosowaniu pianki i podwójnej bazy, wianek wyszedł nie taki „ulizany” jak ostatnio, a bardziej krzaczasty. Jedyne czego było mi żal to tej soczystej jasnej żółcieni, którą ciężko zachować na dłużej, ale i na to znaleźliśmy radę. Żeby rozświetlić nieco nasz wianek, przerobiliśmy walentynkowe serduszka z gliny samoutwardzalnej przyklejone do małych klamerek. Pomalowaliśmy je na żółto, dorysowaliśmy unerwienie i przypięliśmy nimi do naszego wianka winogronowe powykręcane wąsy znalezione w ogrodzie u dziadków.

Gotowy wianek mógł zawisnąć w miejscu, w którym w ogóle się go nie spodziewałam.

Miałam cichą nadzieję, że dziecię odda mi go do salonu, nie będąc w ogóle zainteresowanym efektem końcowym, podobnie jak to miało miejsce w zeszłym roku. Ale gdzie tam. Pomysł, aby zawiesić go gdziekolwiek poza dziecięcą pracownią nawet przez moment nie był brany pod uwagę. Dziecię wielce dumne z siebie samo kazało powiesić go na honorowym miejscu.

Dobra wiadomość dla mnie, że widzę go także z salonu. Mam wielką nadzieję, że przetrwa tam, aż do zmiany dekoracji na świąteczną.

liście liścieliścieliście

  • K K

    Świetne!
    A czym przymocowałaś go do ściany?

    • Początkowo było to mocowanie na pętelkę – od tyły przykleiłam kawałek sznurka między dwie tekturki. Natomiast moje dziecię wspaniałomyślne przecięło ją nożyczkami :P I właściwie dobrze się stało, bo ostatecznie przykleiliśmy go na takiego sprytnego rzepa. Pisałam o nich przy okazji wpisu o tekturowych ramkach.

  • Renata Kosik

    Wczoraj nazbieraliśmy bukiet liści, ale wszystkie wykorzystaliśmy po raz kolejny do zrobienia „różyczek”. Dzisiaj powtórka będzie ze zbieractwa, ale tym razem na wianek. Dobrze, że klej magic się sprawdza, bo jego, to akurat mamy w domu. A ja muszę!!! mieć takie cudo na ścianie. Buziaki i ogromne dzięki za inspirację.

    • Piękne są te Wasze różyczki! Gdybyście mieszkali bliżej, zaproponowałabym kooperacyjną wymianę. My Wam nowy wianek, Wy nam nowy bukiecik :D

  • Wianek jest przepiękny, chyba czeka mnie kolejna wyprawa po liście, bo aktualnie wszystkie wyszły :) na szczęście jeszcze sporo ich na zewnątrz zostało ;)

    • Sporo, sporo i dzięki temu, że utrwalone liście tak ładnie wyglądają przez dłuższy czas, aż chce mi się je zbierać!

  • Haha, cudowny komentarz, Bubo! Dzięki Tobie odgrzewam właśnie Formację Nieżywych Schabuff :D

  • Joanna Kolodziej

    Cześć :-) Musimy z córcią przetestować któryś z pomysłów :-) My póki co od kilku lat jesienią sobie liście laminujemy :-)))) Pora spróbować czegoś innego :-) Pozdrawiam serdecznie. Asia :)