Dobry plan na cały dzień z dzieckiem. Malowanie bibułą i solą

10
2434
views
dzieckiem

Kochani, jeśli ktokolwiek z Was zajmuje się więcej niż jednym dzieckiem przez 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, 365 dni w roku to ma mój bezgraniczny podziw i szacunek. Bez czarowania i kokieterii. Autentycznie Was podziwiam.

Sama jestem podwójną mamą raptem kilka tygodni i nie wyobrażam sobie egzystencji bez asysty w postaci taty-męża i placówki przedszkolnej. Bez tego moje zdrowie psychiczne wisiałoby na włosku, bo wbrew temu co się mówi o kobietach, w ogóle nie posiadam podzielnej uwagi, za to cholerycznego temperamentu aż za nadto. Dodajcie do tego żywiołowego trzylatka i nieodkładalne niemowlę, a ukaże się Waszym oczom obraz nędzy i rozpaczy i zaproszenie do interwencji opieki społecznej.

Dni, kiedy od początku do końca zostaję sama z dziećmi, zdarzają się sporadycznie i wierzę, że tylko dzięki temu mój niepoprawny optymizm i kreatywność nie zmieniają się w znerwicowane zwierzątko, które przycupnąwszy gdzieś w kąciku marzy tylko o tym, żeby zniknąć.

W takie dni odkładam dorosłe sprawy na bok, bo próba ogarnięcia wszystkiego na raz – dom, dzieci, blog, praca, inne projekty i pasje – skończyłaby się fiaskiem i ciężkim napadem frustracji. Zamiast tego wolę skupić się na dzieciach. Zadbać o wspólne relacje, które z racji narodzin nowego członka rodziny, wymagają szczególnej troski.

W praktyce sprowadza się to do lawirowania między zaspokajaniem podstawowych potrzeb niemowlaka, a kreatywnym zabawianiem trzylatka. Dobrym sposobem na pierwszego, tego wiecznie uwieszonego cyca, jest chustowanie. Z drugim trzeba wysilić się nieco bardziej. Tu potrzebny jest dobry plan. Albo totalny brak planu. Opcjonalnie zabawa plastyczna załatwi sprawę.

Dobry plan na cały dzień z dzieckiem

Z tym dobrym planowaniem od A do Z to też bez przesady. Pisałam Wam o tym w super ważnym wpisie o największych zmorach, które psocą i mącą w rodzicielskim spokoju ducha i harmonijnym rozwoju dziecka.

Jak wspierać rozwój dziecka poprzez sztukę? 7 dorosłych obsesji, którymi wszystko psujesz

Zalążek planu w zupełności wystarczy. Ja to nazywam kotwiczeniem dobrej zabawy. Rzucam hasło i obserwuję, co z niego wyrośnie. Tym razem w roli kotwicy wystąpiła kolorowa bibuła.

Malowanie bibułą i solą

Czy macie pojęcie, ile fajnej i angażującej pracy można z taką bibułą wykonać? W jaką niezapomnianą podróż można się z nią udać?

Na początek potrzebny Wam będzie duży arkusz grubego papieru (najlepiej brystol), marszczona bibuła, nożyczki, miseczka z wodą i sól oczywiście, bo to przecież podróż morska będzie!

1. Cięcie bibuły na paski. Jeśli chcielibyście poćwiczyć z dzieckiem pracę nożyczkami, marszczona bibuła to idealna zachęta.

Odcinacie szeroki na 3 cm kawałek marszczonej bibuły i przekazujecie go maluchowi. Kolorowy rulonik momentalnie rozwija w długaśnego węża, co zostaje przywitane ochami i innymi łał-wyrazami zachwytu, a dziecię ochoczo rozpoczyna trening i produkcję kolorowych skrawków.

dzieckiem

2. Moczenie bibuły i układanie na papierze. Czystsza wersja tej zabawy to ułożenie pociętych skrawków bibuły na papierze i zmoczenie jej wodą ze spryskiwacza. Nam jednak obce są takie półśrodki. Dziecię musi dotknąć wszystkiego własnoręcznie, postymulować zmysły i obowiązkowo ufyfrać się przy tym aż po łokcie, dlatego spryskiwacz zamieniliśmy na miseczkę z wodą.

dzieckiemdzieckiemdzieckiemdzieckiemdzieckiemdzieckiem

Taka zabawa to genialna sprawa! Praca z wodą i kolorem, moczenie, ugniatanie, wyciskanie, obserwowanie jak to wszystko miesza się ze sobą. Sama nie odmówiłam sobie tej przyjemności, aż moje ręce wyglądały, jakby wydrylowały 10 kg wiśni.

Przy całym moim zamiłowaniu do artystycznego bałaganu, muszę Was jednak ostrzec. Różowa bibuła to trochę taki szatan przyczajony wśród prawdziwków. Wszystkie inne kolory są zmywalne bez zarzutów, ale ten jeden może czynić pewne utrudnienia. Dlatego przed zabawą zabezpieczcie dobrze stół lub podłogę, przenieście cały majdan do ogrodu lub zwyczajnie zamieńcie różową bibułę na czerwoną.

W trakcie zabawy będziecie musieli kilkakrotnie wymieniać i dolewać wodę do miseczki.

Żeby urozmaicić nieco zabawę, można także dodać do niej gąbki, pędzle i inne narzędzia.

3. Posypywanie solą. Co do efektu końcowego liczyłam, że będzie bardziej spektakularny. Miałam nadzieję, że sól w połączeniu z barwioną wodą zachowa się tak samo jak w przypadku farb akwarelowych. Nic takiego się nie stało, jednak z moim dzieckiem nie miało to większego znaczenia. Posypywanie tego tęczowego bajorka solą było dla niego tak niesamowitą frajdę, że aż trochę żałuję, że nie możecie zobaczyć wyrazu jego twarzy.

dzieckiem dzieckiemdzieckiem

4. Rysowanie, malowanie i wyklejanie. Po przerwie na obiad i długi spacer, kiedy papier już wysechł i mogliśmy podziwiać te piękne akwarelowe efekty, złapaliśmy kolejny trop.

Naprowadziła nas na to sól, która też znalazła się w tej pracy przez przypadek.

Podczas rozmowy z moim trzylatkiem doszliśmy do wspólnych wniosków, że ten słony obrazek jest jak dno oceanu z rafą koralową i przydałoby się dorysować mu kilka wodorostów.

W ruch poszły pastele suche.

dzieckiem dzieckiem dzieckiem

Następnie przypomniałam sobie, że gdzieś w odmętach kuchennej szuflady od niemal roku leży mała kolekcja sreberek po jogurtach. Dziecię dodało do tego metaliczne farby w sztyfcie i tak narodził się pomysł. A dokładniej ryba o imieniu Kuba.

dzieckiem dzieckiem dzieckiem dzieckiemdzieckiem dzieckiemdzieckiemdzieckiemdzieckiem dzieckiem dzieckiem

Początkowo dzieło to miało zawisnąć w dziecięcym pokoju, ale ostatecznie otrzymałam je w prezencie i planuję powiesić je na honorowym miejscu w mojej pracowni. Pokładam w nim wielkie nadzieje i myślę, że długie rozmowy z Rybą Kubą okażą się nieskończonym źródłem inspiracji. Ostatecznie jest to zdrowsze od absyntu lub zamknięcia w zakładzie psychiatrycznym.

Słowo na niedziele lub inny dzień, w którym zostajesz sama/sam z dziećmi

Warsztaty plastyczne to świetny pomysł na przeżycie całego dnia z dzieckiem i to pod wieloma znaczeniami.

Nie musicie się nigdzie śpieszyć. Nie musicie niczego planować. Nie musicie rwać włosów z głowy. Wasz dzień może być inny niż zwykle, a praca plastyczna może dojrzewać swoim rytmem, bo wcale nie chodzi o to, żeby ślęczeć nad nią od rana do wieczora. Rzecz w tym, aby dziecko mogło do niej wrócić w każdej chwili. Zarzućcie tylko kotwicę, a dalszych inspiracji poszukajcie wspólnie, w rozmowie z dzieckiem lub w swoim otoczeniu. To mogą być pamiątki przytargane ze spaceru (kamienie, patyki, liście), a nawet zawartość Waszego śmietnika.

Sama tego raczej nie praktykuję, ale Ty, jeśli tylko chcesz, dasz radę połączyć to z codziennymi obowiązkami. Organizacja angażujących warsztatów plastycznych może Ci nawet pomóc w ich realizacji. Musisz tylko zapewnić dziecku miejsce do swobodnej zabawy, gdzie będzie mogło się pobrudzić i poeksperymentować oraz poświęcić mu przynajmniej odrobinę swojego czasu i zaangażowania.

Jeśli obawiasz się, że mimo wszystko malowanie bibułą wygeneruje zbyt dużo bałaganu, spróbuj odbijania plasteliną: Odbijane z plasteliny. Nowa eksperymentalna technika plastyczna lub wybierz coś z tego:  21 technik plastycznych, które warto pokazać dziecku. Cz. 1

Możesz też w ten jeden dzień odłożyć wszystkie inne sprawy na bok i spędzić razem z dzieckiem niezapomniane chwile, a na koniec dnia usłyszeć wyciskające łzy podziękowanie za najpiękniejszy dzień w trzyletnim życiu. Obiecuję Ci, że warto.

  • Wspaniała Ryba! Chyba musicie otworzyć jakąś galerię, bo szkoda by było te prace wyrzucać.

    • Obwieszę nimi cały dom i moją pracownię. Ale obawiam się, że bardzo szybko zabraknie mi miejsca ;)

  • Ryba Kuba świetny – aż żałuję, że u nas w domu nie spożywamy jogurtów ;)

    • To może kółka z foli aluminiowej? :) Genialnie robi się je dziurkaczem ozdobnym w kształcie koła.

      • To teraz mi zwyczajnie wstyd ;) Człowiek jest czasem taki bezmyślny :D ale dobrze, że jesteś na posterunku :*

  • Anna

    To jest prze-pięk-ne! <3 Podobno w niedzielę ma padać, to wypróbujemy. Tym bardziej że jakiś czas temu kupiłam (nie wiem po co) zapas bibuły, którą moje dzieci obecnie tną w kawałki i po prostu roznoszą po całym domu, więc warto ją wykorzystać w jakiś ciekawszy sposób ;)

    • Takie zakupy i odkładanie rzeczy nie-wiem-po-co to moja ulubiona kategoria :D A na bibułowe ścinki planuję jeszcze jeden, a nawet dwa sposoby! Moje dziecię też dba o to, żeby nie zabrakło mi materiału ;)

  • Anna

    Trzeba się przełamać, to prawda :) Ja nie cierpię bałaganu (ani sprzątania), ale pewnego dnia postanowiłam zaryzykować – wybrałam stół w kuchni (łatwo wytrzeć i jego blat, i płytki pod nim), odsunęłam go tylko na bezpieczną odległość od ściany, dałam dzieciom farby, kartki, pędzle, wodę i… jakoś poszło ;) Wykorzystali wszystko baaaardzo kreatywnie, bajzel był okropny, ale że wszystko było w jednym, łatwym do wyczyszczenia miejscu, to jakoś przeżyłam. I teraz często w weekendowe popołudnia, gdy jakoś trzeba dotrwać do wieczora, robimy sobie takie kreatywne posiedzenia z wszystkimi możliwymi przyborami plastycznymi :)

    • Anno, fantastycznie, że się przełamałaś! Uwielbiam czytać takie historie. Co ciekawe, zauważam też, że im więcej tworzę w taki sposób z dzieckiem, tym większej ogłady ono nabiera. Nasze początki wiązały się ze zmywaniem podłogi w całym mieszkaniu. Teraz pracuje w takim skupieniu, że nawet nie ma kiedy porządnie napaskudzić ;)

  • Jolu, nic na siłę. Twoje zdrowie psychiczne jest równie ważne :) Pomyśl może o tym, że idzie lato i takie zabawy można wyeksmitować na zewnątrz. Szykuję właśnie specjalne miejsce do zabawy na balkonie, gdzie dziecię będzie mogło eksperymentować do woli. Myślę, że może Ci się spodobać :)