W przedszkolu. Dziecko nie chce wykonywać prac plastycznych

3
2058
views
w przedszkolu

Jakiś czas temu dowiedziałam się, że moje dziecię nie chce uczestniczyć w pracach plastycznych organizowanych w przedszkolu. Szok i niedowierzanie – pomyślicie sobie. W domu taki artysta, a w przedszkolu się miga? Ilu rodziców słysząc taką opinię, popadłoby w zatroskanie, że oto ich ukochane dziecię odstaje od rówieśników? Nie rysuje, nie wycina, nie klei, nie słucha poleceń. Nie chce czy nie potrafi? Czy wszystko z nim w porządku?

Zanim wyciągniecie pochopne wnioski, słysząc podobne rewelacje na temat swoich pociech, odpowiedzcie sobie dwa pytania i wykonajcie jedno zadanie praktyczne.

1. Część praktyczna

Miejsce: przedszkole Twojego dziecka
Zadanie: Spójrz na tablicę/ścianę, na której wiszą wszystkie prace przedszkolaków, przypatrz się uważnie i zastanów się, co widzisz? Jakie jest Twoje pierwsze skojarzenie?

Gwiezdne Wojny: Atak klonów? Kilkadziesiąt pingwinków stojących w równym szeregu kartek A4? Wszystkie jak jeden szturmowiec, ułożone z płatków kosmetycznych i wyklejone z czarnej plasteliny?

Podejrzewam, że gdyby nie podpis z imieniem dziecka, byłyby nie do odróżnienia. Niestety, tak wygląda większość przedszkolnych galerii.

O tym, że moje dziecię może nie chcieć wykonywać tego typu prac plastycznych, a dokładniej zadań manualnych, wiedziałam zanim jeszcze posłałam je do przedszkola.

Bo to trochę tak, jakby pokazać komuś bezmiar gwieździstego nieba, a potem kazać mu na nie patrzeć przez dziurkę od klucza. Albo jak w tej bajce o cesarzu i wolnym słowiku, który po schwytaniu i zamknięciu w klatce nagle przestał śpiewać.

2. Część teoretyczna

Pytanie nr 1: Czy Twoje dziecko rysuje, maluje, lepi, wycina lub w jakikolwiek inny sposób tworzy w domu?

Jeśli dziecko nie chce wykonywać prac plastycznych w przedszkolu, za to podejmuje aktywność twórczą w domu. Robi to z własnej inicjatywy lub wspólnie z rodzicem/rodzeństwem. Nawet jeśli jego proces twórczy trwa w Twoim mniemaniu bardzo krótko, bo ledwie 5 minut. Nawet jeśli nie tworzy „normalnych rysunków”, a „jedynie” radośnie sobie bazgroli. Nawet jeśli „zapełnia” raptem 1/3 kartki, po czym obwieszcza wszem i wobec, że skończyło, możesz spać spokojnie. Z Twoim dzieckiem jest wszystko w porządku. Ba! Mamo, tato, możecie być dumni! Wasze dziecię tworzy chętnie, chce uczestniczyć w zajęciach plastycznych i jest na dobrej drodze do rozwiania swojej kreatywności.

A to, że nie chce powielać szablonów, na których opierają się zajęcia plastyczne w większości przedszkoli? Ma swoją wizję artystyczną i nie chce tworzyć prac pod cudze dyktando?

Pytanie nr 2: Czy chcesz, żeby Twoje dziecko było jak ten pingwin? Kropka w kropkę taki sam jak inne?

Czy może wolisz pielęgnować w nim kreatywność i indywidualizm? Wpierać umiejętność samodzielnego myślenia? Chcesz, żeby pozostało radosne, ciekawe świata i czerpało frajdę z procesu tworzenia?

Odpowiedź aż nadto oczywista, ale…

Co z dziećmi, które w domu również nie chcą tworzyć?

Wbrew pozorom nie różnią się one aż tak bardzo od tych, które buntują się przeciwko utartym schematom. Dziecko, które nie chce podejmować żadnej aktywności twórczej, czy to w domu, czy w przedszkolu, tym bardziej może nie chcieć pracować na szablonach i w oparciu o jedyną słuszną instrukcję.

Zajęcia plastyczne obwarowane zaleceniami: rysuj ładnie, nie wyjeżdżaj za linie, nie brudź, przyklej tutaj i tylko tutaj, zamiast zachęcić, co najwyżej utwierdzą je w przekonaniu, w którym tkwi od maleńkości. Zajęcia plastyczne to żadna atrakcja. To zadanie do wykonania, który bynajmniej nie kojarzy się z przyjemnością. Tu nie może być mowy o dobrej zabawie.

Jeśli problem ten dotyczy Twojego dziecka, pragniesz zmienić jego podejście i pokazać mu, jak bardzo się myli, koniecznie przeczytaj ten tekst: Jak zachęcić dziecko do rysowania i prac plastycznych?

W przedszkolu. I cóż z tym dzieckiem zrobić?

No dobrze. Załóżmy, że odkryliśmy źródło naszego problemu. Dziecko nie chce wykonywać prac plastycznych organizowanych w przedszkolu, bo nie chce w kółko powielać bezmyślnych szablonów. Chce tworzyć po swojemu, w sposób nieskrępowany i wtedy, kiedy ma na to ochotę. Jako artysta ma do tego prawo. A jako przedszkolak?

I cóż ma zrobić rodzic w takiej sytuacji? Przeprowadzić zmasowany atak pod sztandarem: precz z szablonami? Przewrócić przedszkolny porządek do góry nogami? Zarzucić pracownikom przedszkola brak kompetencji, czy może nie przebierając w słowach, obsobaczyć przedszkolanki na czym świat stoi? Bo moje dziecię jest indywidualistą i nie będzie pracować na głupich szablonach!

Kochani, jeśli myśleliście, że kolejna nawiedzona matka-blogerka, będzie Was podjudzać i wszczynać rewoltę, to jesteście w błędzie. Ja z tych rozważnych i romantycznych jestem. Od swojego dziecka wymagam. Brakiem kultury się brzydzę. A do pracy nauczycielek wychowania przedszkolnego, nawet jeśli nie pochwalam niektórych ich praktyk, żywię szczególnych szacunek.

Jakby nie było przez 1/3 doby zajmują się moim dzieckiem. Syn wraca do domu zadowolony i uśmiechnięty. A ja mam pewność, że żadna krzywda mu się tam nie dzieję. Dlatego na wieść, że moje dziecię nie chce brać udziału w zajęciach plastycznych, nawet nie przyszło mi do głowy, aby kogoś pouczać. Poprosiłam jedynie, aby za bardzo na dziecię nie naciskać. Opowiedziałam też o swoich przypuszczeniach i o tym w jaki sposób tworzymy w domu.

Czy mogłam zrobić coś jeszcze?

Dlaczego nie powiesiłam ani jednego psa na tych nieszczęsnych szablonach i nie zakwestionowałam sposobu prowadzenia zajęć? Dlaczego dałam przyzwolenie na udział mojego dziecka w tak odtwórczych, mało wartościowych i niekreatywnych pracach plastycznych i nawet powieka mi nie mrugnęła? I jeszcze mało tego! Poprosiłam, aby za bardzo syna nie przymuszać, ale mimo wszystko nadal zachęcać do udziału w tychże.

Ponieważ, nawet jeśli podważymy wartość artystyczną pracy na szablonach, uznamy, że nie można tego nazwać działaniem plastycznym i zgodnie przyznamy, że nie rozwijają one kreatywności, a nawet podcinają małym artystom skrzydła, to nadal pozostają one ważnym ćwiczeniem manualnym, które rozwija sprawność motoryczną i przygotowuje dziecko do nauki pisania w szkole.

A poza tym korona z głowy mojemu dziecku nie spadnie, jeśli od czasu do czasu wyklei pingwinka jak inne dzieci.

Jasne, że byłoby miło, gdyby w każdym przedszkolu stawiano na kreatywność, indywidualizm i swobodny rozwój jednostki. Byłoby fajnie, gdyby dzieci mogły rozwijać się nie tylko manualnie bazując na gotowych szablonach, ale również intelektualnie, emocjonalnie i społecznie poprzez prawdziwie kreatywne zajęcia plastyczne.

Mam nadzieję, że doczekam kiedyś czasów, w których polskie przedszkola będą tak właśnie wyglądać, jednak żyję tu i teraz i jak większość rodziców nie mam sposobności, aby przebierać w placówkach jak w ulęgałkach.

Zamiast siać zamęt, przymykam oko na szablony i pozwalam nauczycielkom wychowania przedszkolnego wykonywać swoją pracę najlepiej jak potrafią.

W tym wszystkim jest tylko jedno „ale”

Mogę sobie na to pozwolić i jestem spokojna o kreatywność i indywidualizm mojego dziecka, ponieważ to ja w pierwszej kolejności czuwam nad jego edukacją.

Nie obawiam się, że ktoś niewrażliwy lub niekompetentny wyrządzi mojemu dziecku krzywdę, ograbi je z ciekawości i dziecięcego spojrzenia na świat, wypierze z wrażliwości, pozbawi kreatywności i stłamsi w nim zdolność nieszablonowego myślenia. Ponieważ to czego moje dziecko nie doświadcza w przedszkolu, rekompensuję mu z nawiązką w domu.

Zapewniam mu miejsce, swobodę i dostęp do materiałów plastycznych. Nie pouczam i nie ingeruję nadmiernie w jego proces twórczy. Rozmawiam, opowiadam, tłumaczę. Eksponuję jego prace plastyczne w dziecięcej galerii i pielęgnuję jego poczucie własnej wartości.

Tworzymy razem w rożnych kontekstach i sytuacjach w oparciu o różnorodne środki i techniki plastyczne.

Rozwijam jego twórczy potencjał, uczę samodzielności i przygotowuję do życia w świecie, w którym prace plastyczne bazujące na szablonach to akurat najmniejsze zagrożenie dla jego kreatywności.

Czy zatem powinniśmy się martwić, że nasze dziecko nie chce uczestniczyć w zajęciach plastycznych organizowanych w przedszkolu?

Jeśli zajęcia w przedszkolu to jedyna forma aktywności plastycznej z jaką dziecko ma do czynienia, na pewno nie można bagatelizować tego problemu. Ale raczej nie powinniśmy się łudzić, że ktoś rozwiąże go za nas.

Jasne. Możemy mieć to szczęście i trafić na nauczycielkę wychowania przedszkolnego, która poświęci takiemu maluchowi wystarczająco dużo uwagi, wykaże się wiedzą, empatią i rozpali w nim entuzjazm i chęć tworzenia. Jednak bardziej prawdopodobne, że nasze dziecko zacznie uczestniczyć w zajęciach dla świętego spokoju, nie wiedząc nawet co traci, bo w przedszkolu gdzie prace plastyczne produkuje się taśmowo, na jedno kopyto i w oparciu o szablony, wiele dziecięcych talentów, nie mówiąc już o kreatywności, indywidualizmie czy twórczym myśleniu, nie ma nawet szansy, aby się rozwinąć.

Na koniec jeszcze jedna uwaga, Kochani. Bywa, że szablonowe podejście do prac plastycznych to tylko wierzchołek góry lodowej, a problem jest dużo bardziej złożony np. dziecię nie chce uczestniczyć w zajęciach plastycznych, bo spotykało się z dotkliwą krytyką rówieśników a nawet pracowników przedszkola. Czuje się gorsze, bo jego prace nie są eksponowane na tablicy bo np.odbiegają od ogólnie przyjętego szablonu. Ktoś nadmiernie ingeruje w ostateczny wygląd jego pracy i wiele, wiele innych sytuacji, w których należy bezwzględnie interweniować. 

  • Buba Bajdocja

    Wszystko sprowadza się do odpowiedzi na pytanie,
    czy chcemy by dziecko się podporządkowało:
    nam-rodzicom / pani w przedszkolu / nauczycielce w szkole / szefowi w pracy.
    Albo jeszcze mocniej:
    czy chcemy, żeby wyobraźnia naszego dziecka została podporządkowana / ograniczona przez nas-rodziców / panią w przedszkolu / nauczycielkę w szkole / szefa w pracy?
    I dotyczy to nie tylko rysowania i innych aktywności plastycznych.
    Dotyczy to ciekawości = chęci poznawania świata, a w związku z tym zadawania pytań.
    W polskich placówkach opiekuńczo-wychowawczych zwykle dzieci się oduczane zadawania pytań. Smutne…

  • Bibi

    Ciekawe. Dużo w tym racji. A kwestia podporządkowania i hamowania kreatywności w placówkach to poważna sprawa.

  • Adka

    Syn też nie chce malować. Twierdzi że woli rysować, bo z tym mniej jest roboty. Ale na tablecie mógł by godzinami siedzieć gdyby go nikt nie pilnował. Teraz w przedszkolu mieli organizowane zajęcia z modrejsovy z robienia lizaków. Coś ok 15 zł chyba płaciliśmy za to, ale to dużo więcej radości daje dziecku niż drukowane kolorowanki.