Malowanie palcami. O farbach i bezstresowej organizacji

11
2422
views
malowanie palcami

Malowanie palcami z dzieckiem to, zaraz obok wspólnego rysowania, moja ulubiona forma artystycznej aktywności. O kredkach, pisakach i rysunkowych początkach pisałam wyjątkowo obszernie TUTAJ. Dziś bierzemy na tapetę farby do malowania palcami i nasze doświadczenia zebrane wciągu ostatniego półrocza.

malowanie palcami

Kiedy zacząć malować z dzieckiem? 

A ja przewrotnie zapytam, czy przypadkiem już dawno nie zaczęliście, tylko nie zdajecie sobie z tego sprawy? Sytuacją do tego analogiczną są pierwsze samodzielne próby z jedzeniem w roli głównej. Zawartość miseczki rozsmarowana na tacce krzesełka do karmienia, ubraniu i całym artyście to nic innego jak malowanie palcami w wykonaniu niemowlaka. Rodzic na ten widok może opadać z sił, warto jednak uzmysłowić sobie, że maluch poznaje w ten sposób konsystencje, smak, dostrzega ślad, który zostawia jedzenie, uruchamia procesy poznawcze i stymuluje zmysły. Mówiąc wprost – uczy się otaczającego go świata i co najważniejsze, robi to samodzielnie.

Niektóre mamy potrafią nawet mieszać te dwie czynności i serwują małemu odkrywcy jadalne farby. Trochę przy tym zachodu, ale za to ile radości i nauki przez zabawę. Możemy też poczekać, aż dziecię wyrośnie z odruchu pakowania wszystkiego do buzi na „dzień dobry” (swoją drogą to bardzo ważna metoda poznawcza) i wtedy rozpocząć przygodę z malowaniem przy użyciu farb do tego przeznaczonych.

Ja właśnie tak zrobiłam, a  odpowiedni moment nadarzył się, gdy dziecię skończyło 18 miesięcy. Pół roku temu pierwszy raz wyciągnęłam farby z szafy, a o doświadczeniach z tamtego okresu przeczytacie TUTAJ. To już historia, bo malowanie palcami w wykonaniu półtorarocznego malucha wygląda zupełnie inaczej niż w przypadku dwulatka a i to na pewno różni się znacznie od tego, co zaobserwujemy u trzylatka i starszego przedszkolaka.

Malowanie palcami

to fantastyczna zabawa pełna spontanicznych reakcji, ekspresji twórczej i nowych doświadczeń. Z jednej strony, to bezcelowe oddanie się przyjemności obcowania z farbą i papierem, czyli z nastawieniem na przeżywanie a nie na efekty końcowe. Z drugiej, bardzo angażująca forma zajęć plastycznych, z których dziecko czerpie szereg korzyści dla rozwoju ruchowego, intelektualnego i emocjonalnego.

Dla mnie to dodatkowo doskonałe pole do obserwacji, bo z tą moją artystyczną aktywnością, o której pisałam na wstępie to coraz mniej aktualne. Od niedawna brak matczynej ingerencji i obserwacja poczynań małego artysty z dystansu, jest wysoce pożądana i co najważniejsze, nie wynika z mojej inicjatywy. Mówiąc wprost – ty się, matko, do tego nie mieszaj, tylko patrz i ucz się ;)

Posłusznie stosuję się do zaleceń i coraz częściej obserwuję zajście z pozycji specjalistki ds. nakładania farb, nie mogąc się napatrzeć na postępy, jakie poczynił mój dwulatek przez te ostatnie miesiące. Nabrał odwagi twórczej i pewności siebie, przejął inicjatywę i samodzielnie kieruje zajęciami, a po początkowym lęku przed brudzeniem nie pozostał nawet ślad, choć z perspektywy ja-tu-tylko-sprzątam wręcz przeciwnie ;) . Do tego potrafi dłużej skupić się na pracy plastycznej, wykazuje też więcej cierpliwości, co ma bezpośrednie przełożenie  na długość trwania zajęć.

Czy to, że malujemy systematycznie od pół roku ma w tym kluczowe znaczenie? Niekoniecznie. Myślę, że idzie to w parze z naturalnym procesem dorastania, przy czym edukacja artystyczna bardzo ten proces wspiera.

Przeprowadzając zajęcia jednorazowo lub pierwszy raz, nigdy nie możemy być pewni, czego się tak do końca spodziewać. Może to być fajna zabawa, pole do eksperymentów i nowych doświadczeń lub „totalna klapa”. To ostatnie tylko w naszym mniemaniu, bo od samego początku mieliśmy na ten temat mylne wyobrażenie.

Jak zorganizować zajęcia z malowania palcami?

Sama organizacja nie przysparza właściwie większych trudności. Dla niektórych dużo trudniejszą kwestią będzie osiągnięcie wewnętrznego spokoju i zaakceptowanie tego, co zaraz może (choć wcale nie musi) się wydarzyć. Jeżeli obawa przed chaosem i zabrudzeniem jest dla nas czymś nie do przeskoczenia to dopóki nie zmienimy podejścia, radzę sobie odpuścić. Poważnie. Nic na siłę.

Jeszcze w przypadku mniej mobilnego dziecka (np. roczniaka) możemy posiłkować się folią malarską (sama tak właśnie robiłam), jednak w przypadku starszego lub bardziej energicznego dziecka nawet ona niczego nie gwarantuje.  Bieganie za umorusanym malcem ze szmatą w dłoni i strofowanie go, że zabrudził podłogę, ścianę i obicie kanapy, przyniesie więcej szkody niż pożytku. Dziecko w takiej sytuacji czuje się jak zrobione w balona, gdzie chwilę po napompowaniu czystą radością spuszczono z niego powietrze. Z drugiej strony, nasze dobre samopoczucie też nie powinno być spychane na dalszy plan. To już lepiej zostańmy przy kredkach i innych mniej inwazyjnych technikach lub poczekajmy na cieplejsze dni i zorganizujmy takie zajęcia na świeżym powietrzu.

Dezaprobata, krytyka, pouczanie oraz nadmierne sterowanie dzieckiem w tracie trwania jakichkolwiek zajęć plastycznych, czy to z obawy przed brudzeniem czy niezrozumieniem wizji artysty, to najkrótsza droga do zniechęcenia dziecka do dalszej działalności twórczej.

Przyjmijmy jednak, że dla dobra naszych dzieci i możliwości obserwowania „radości wcielonej” jesteśmy na tyle zdeterminowani, że zabezpieczyliśmy folią całe mieszkanie, oswoiliśmy się z perspektywą przemalowania salonu lub nigdy nie mieliśmy z tym problemu ;) Co w takiej sytuacji będzie nam niezbędne?

Farby do malowania palcami

Nietoksyczne, specjalnie do tego celu przeznaczone lub własnoręcznie zrobione. Poniżej prezentuję farby, których sami używaliśmy oraz jedne nietestowane, które zwróciły moją uwagę.

1. Farby do malowania palcami JOVI

Wspominałam Wam o tej hiszpańskiej marce przy okazji kredek i pisaków. Cenię ją za to, że producent na pierwszym miejscu stawia bezpieczeństwo dziecka. Stosunek jakości produktów do ceny też ma niemałe znaczenie. To był mój pierwszy zakup i co zabawniejsze – kupiłam je w ramach wyprawki będąc jeszcze w ciąży ;)

Farby mają ciekawą galaretowatą konsystencje. Podobno na początek poleca się bardziej takie aniżeli lejące. Myślę, że to raczej preferencje malucha odgrywają  kluczową rolę, ale tak czy inaczej to bardzo dobry wybór z okazji pierwszego malowania. Zwłaszcza, że są łatwo spieralne z ubranek i zmywalne z rączek.

Możemy je kupić w dwóch pojemnościach na paluszkami.pl: 35 ml (5 kolorów) za 11 zł  → KLIK  125 ml (6 kolorów) za 34 zł → KLIK

farby-do-malowania-palca_648

2. Farby do malowania palcami CRAYOLA

To był nasz kolejny zakup (po wypaćkaniu 2 opakowań Jovi). Chciałam spróbować farb lejących, czyli takich, które można dozować do mniejszych pojemników. Przy okazji przekonałam się, że syn takie właśnie woli. Ich płynna konsystencja oraz pojemność – 147 ml – sprawiają, że starczają na dłużej. Liczyłam na to, że będą lepiej kryjące i będą miały bardziej intensywne barwy, a są raczej transparentne. Z drugiej strony, dzięki temu łatwiej usuwa się je z rączek i ubrania.

Do kupienia na kreatywnedziecko.eu (147 ml – 4 kolory) za 36 zł → KLIK 

farby do malowania palcami

3. Farby do malowania palcami SES ECO

Myślę, że to propozycja warta uwagi, jeżeli nasze dziecko ma skłonność do alergii. Sama ich nie testowałam, ale zwróciły moją uwagę, bo producent zapewnia, że nie uczulają i w 90% składają się z naturalnych składników. Nie wiem czy to przypadkiem nie chwyt zwany „ECO”, bo jednak konserwanty we wszystkich farbkach dla dzieci oscylują raczej w okolicy jednego procenta, niemniej jednak te podobno zwyciężyły w rankingu niemieckiego magazynu konsumenckiego „Oko-test” pokonując 13 innych farb. A wyprodukowano je w Holandii, co ostatecznie przekonało mnie, aby Wam je  pokazać.

Do kupienie na kreatywnedziecko.eu (110 ml – 4 kolory) za 38 zł → KLIK

farby do malowania palcami

4. Farby do malowania palcami Primo 750 ml

Dla mnie ten zakup to strzał w 10. Wiedziałam, że w pewnym momencie będziemy musieli przerzucić się na jeszcze większe pojemności i obecnie propozycje 1-3 nie mają już dla nas racji bytu. Kupiłam tylko 3 podstawowe kolory, bo chcę aby dziecko samo mieszało farby podczas malowania, ale też samodzielnie je mieszam i przelewam do mniejszych pojemników. Są to farby włoskiego producenta, o lejącej konsystencji i intensywnych barwach, gruba warstwa farby nie pęka przy wysychaniu. Bardzo łatwo zmywają się z rączek, jednak gorzej spieralne z ubrań w porównaniu w poprzednimi farbami. Mocno poplamione miejsca nacieram mydłem odplamiającym przed włożeniem do pralki.

Do kupienia na paluszkami.pl (750ml – 1 kolor) za 18 zł → KLIK dostępne również w litrowych pojemnikach, a także dużo mniejszych opakowaniach, które można zakupić „na próbę”.

malowanie palcami

malowanie palcami

malowanie palcami

malowanie palcami

malowanie palcami

malowanie palcami

malowanie palcami

malowanie palcami

Oprócz farb do malowania palcami potrzebujemy:

1. Duży arkusz lub rolkę papieru. O tym, gdzie takie dostaniecie pisałam we wspomnianym tekście o kredkach – TUTAJ. Możemy wykorzystać także szary papier pakowy – dostaniemy taki na poczcie lub w papierniczym (czasem w markecie) albo karton odzyskany z otrzymanej przesyłki.

2. Taśmę klejącą zwykłą lub dwustronną aby przytwierdzić papier do podłoża. To ważne z uwagi na bezpieczeństwo małego dziecka jeżeli malujemy na podłodze, a także aby przesuwająca się kartka nie podsycała jego frustracji.

3. Dodatkowe akcesoria. Na początku są raczej zbędne. Zwłaszcza jeśli to pierwsze malowanie palcami. Z czasem do zabawy mogą dojść gąbki, stempelki, patyki itp. Sama dodaję je stopniowo w momencie, gdy widzę, że zainteresowanie dziecka słabnie i przydałby się jakiś zwrot akcji ;) Co do ubranek ochronnych byłabym ostrożna. Swoboda i zapewnienie maksymalnego komfortu w przypadku malucha to podstawa. Opadające rękawki, plątające się poły kaftanika to wszystko może przysparzać irytacji. Poza tym w malowaniu palcami właśnie o to chodzi, żeby się pobrudzić, dlatego krótki rękawek to u nas podstawa. Malowanie w samej pieluszce też zdarza nam się jeszcze praktykować ;)

Malowanie na podłodze kontra malowanie przy stoliku

To fascynujące, że te dwie sytuacje mogą wyglądać zupełnie inaczej i to w przypadku jednego i tego samego dziecka. U nas to jak dwa przeciwstawne żywioły.

Malowanie palcami przy dziecięcym stoliku w wykonaniu mojego dziecka to stan pełnego skupienia, analizy i wyciągania wniosków, a ostatnio doszła do tego jeszcze własna inicjatywa twórcza. Przy okazji zajęć przeprowadzanych przy stoliku, dziecię wpadło na pomysł, aby pomalować palcami tekturowy parking, o którym kiedyś pisałam Wam na Facebooku. W takich sytuacjach podążam za nim, co ostatecznie często prowadzi nas do nowych odkryć. Sami zobaczcie.

malowanie palcami

malowanie palcami

malowanie palcami

malowanie palcami

Warto ustawić stolik w taki sposób, aby dziecko miało do niego swobodny dostęp z każdej strony.

malowanie palcami

malowanie palcami

malowanie palcami

malowanie palcami

Jak się okazało duże okno balkonowe to doskonałe pole do artystycznych uniesień. Nasze były już tak brudne, że ich pomalowanie okazało się być trafionym pomysłem ;)

malowanie palcami

malowanie palcami

malowanie palcami

malowanie palcami

malowanie palcami

Malowanie palcami na podłodze to  zupełnie inna bajka. Już samo rozłożenie papieru przynosi wiele radości. To zajęcia nastawione na ekspresję, ruch i malowanie nie tylko palcami u rąk. Fantastyczna zabawa, masa wrażeń i doświadczeń, jeszcze więcej sprzątania i obowiązkowa kąpiel. Tylko dla entuzjastów i ludzi o mocnych nerwach ;)

malowanie palcami

malowanie palcami

malowanie palcami

malowanie palcami

malowanie palcami

malowanie palcami

malowanie palcami

malowanie palcami

malowanie palcami

malowanie palcami

Pierwsze malowanie palcami

Wbrew pozorom to właśnie pierwsze próby z farbą mogą być bardziej zachowawcze niż to co przyszło Wam tutaj oglądać. Pierwsze malowanie palcami zorganizowane pół roku temu, było wydarzeniem niemalże statycznym. Arkusz papieru na podłodze a na środku niego – artysta, który ostrożnie dotykał farby i ani myślał ruszać się z miejsca, ostatecznie wysmarowany od stóp do głów. Folia malarska rozłożona na wyrost była używana jeszcze parokrotnie. To może, ale wcale nie musi tak wyglądać. Każde dziecko jest inne i może zareagować zupełnie inaczej. Wiele zależy od jego wieku, temperamentu, tego czy do tej pory wykonywało inne prace plastyczne, a nawet od sposobu organizacji zajęć (podłoga lub stolik).

A co jeśli dziecko nie chce nawet spróbować? Na pewno nic na siłę. Warto się natomiast zastanowić, czy dotyczy to tylko malowania palcami, czy każdej formy zajęć plastycznych. Nieraz dostaję zapytania, czy należy się martwić tym, że dziecko nie chce wykonywać prac plastycznych (najczęściej dotyczy to przedszkolaków), jednak nie czuję się kompetentną, aby to oceniać. To bardzo indywidualna kwestia i za każdym razem dotyczy zupełnie innego dziecka. Jeżeli coś nas niepokoi warto zasięgnąć opinii w przedszkolu lub poradni. Przy czym myślę, że najważniejsze to nie popadać w paranoje, obserwować i trzeźwo oceniać sytuację. Czasem wystarczy pobrudzić się razem z dzieckiem, wspólnie coś stworzyć i dobrze się przy tym bawić, aby dziecko zaczęło chcieć.

Nie oczekujmy także, że te najmniejsze dzieci skupią się na malowaniu palcami na dłużej. Nasze pierwsze malowanie palcami trwało może z 15 minut teraz trwa minut ok. 40, ale równie dobrze mogłoby trwać minut kilka i nie należy tego traktować w kategorii wcześnie wspomnianej „klapy”. W edukacji plastycznej bicie rekordów nie powinno mieć miejsca.

Brak presji, nastawienie na przeżywanie a nie na efekty końcowe, dobra niczym nieskrępowana zabawa, angażowanie dziecka w zajęcia z wykorzystaniem różnych technik plastycznych, do tego moje zaangażowanie we wspólne malowanie, rysowanie, lepienie i konturowanie już od najmłodszych lat jego życia. W tym wszystkim upatruję sposoby na bolączkę dzisiejszych czasów, w których dzieci przedwcześnie wyrastają z wrodzonej potrzeby kreacji i już w wieku przedszkolnym wyrokują, że malowanie/rysowanie jest nudne. Dlaczego to takie niepokojące? O tym mogliście już czytać TUTAJ.

Co wyniknie z tej naszej radosnej twórczości? Czas pokaże. Patrząc z perspektywy dziecka, które zaczęło tworzyć wspólnie z mamą 27 lat temu, jestem dobrej myśli. Zresztą jak zawsze ;)

malowanie palcami

 malowanie palcami

  • Och to musi być mega przyjemne :) Zwłaszcza jak farby są miękkie :)

    • mamarak

      Bardzo! Dlatego ubolewam, że moje dziecię coraz częściej chce samo malować, no ale taka właśnie kolej rzeczy ;) Chyba zacznę potajemnie sama korzystać z jego farb :D

  • Aaaaaaaaaleeeeeeeeeeeeeeeee frajdaaaaaaaaaaaa! :-)

    • mamarak

      I właśnie o to chodzi! Ale przecież Ty i Twoja córa wiecie o tym najlepiej ;)

  • Ula

    Z zawodowego doświadczenia wiem, że jednym z większych problemów u dzieci jest przełamanie się do radosnej twórczości! Niestety, często przedszkolaki nie dają wiary, że faktycznie mogą pobrudzić siebie, podłogę, a nawet kolegę. Chociaż jak juz się przełamią, to szał twórczy nie zna granic ;)

    • mamarak

      Super, że są teraz takie przedszkola, gdzie dzieci mogą się brudzić! :D Pamiętam, że w moim był rygor straszny i o wiele bardziej wolałam malować w domu, gdzie mogłam brudzić do woli ;)

  • Są i okna :) Ja jednak wolę ze streczem :D Czekałam na ten wpis, bo właśnie kończą nam się farbki, no a kto lepiej doradzi jak nie Mamarak? Lista zakupów zaktualizowana (czyt. mąż mnie udusi ;P)

  • Wspaniale się bawicie. Nie ma u Was czasu na nudę! Pozdrawiam cieplutko i dodaje do ulubionych :)

    • mamarak

      Dziękuję serdecznie. Bardzo nam miło, że będziesz nas odwiedzać :) Pozdrawiam!

  • Asik

    My też już malowałyśmy palcami (przy stole i na podłodze), z tym, że farbami jadalnymi… Oliwcia niestety pakuje wszystko do buzi, powoli jednak przymierzam się do kupna farb do malowania paluszkami:) Mazaki i kredki już kupiłam (polecone przez Ciebie, a jakże :D i nie wiem, kto miał więcej frajdy malując nimi-ja czy córka;) ). W każdym razie w pewnym momencie malowania dałam sobie spokój z kartkami i szalałyśmy po całym stole i całej podłodze – nie muszę mówić, że kąpiel była obowiązkowa:D Co do sprzątania-jakoś mnie to nie przeszkadza-dziecko miało frajdę i ja również, przy okazji zjadło, przypadkiem zupełnym, kolację, więc był dodatkowy plus;). Trzeba jednak przejść już krok dalej, wiec i ten wpis przyda się bardzo:)

    • mamarak

      Ileż bym dała, żeby to zobaczyć! Takie szaleństwo po całym stole i podłodze to musiało być coś pięknego :D Oliwcia musiała być przeszczęśliwa. Cieszę się, że tak świetnie się bawicie i rozwijacie przy okazji, korzystając z moich wskazówek. Trzymam kciuki za następne kroki i czekam na relacje!