Mały artysta. Rozbudźmy w dziecku talent.

2
248
views
talent

talent

Zdarza mi się nieraz słuchać opinii na temat moich umiejętności. Najczęściej wina za te zrzucana jest na wrodzony talent. By uwiarygodnić teorię dziedziczenia tej przypadłości pada często pytanie o moje drzewo genealogiczne. Ja sama podchodzę do tematu dużo bardziej praktycznie. Skłaniając się tym samym ku tej brzydszej prawdzie. Mój talent to tak naprawdę żaden talent tylko umiejętność nabyta i ćwiczona przez lata już od wczesnego dzieciństwa. Talent wrodzony, o ile taki w ogóle istnieje, dotyczy naprawdę wybitnych jednostek. Zwykłemu śmiertelnikowi pozostaje jedynie zakasać rękawy i rozpocząć trening.

W moim przypadku odpowiedzialność za obrany kierunek edukacji ponoszą w pierwszej kolejności mama oraz babcia. Dwie najważniejsze kobiety w moim życiu, które może i wiele wspólnego ze sztuką nie miały, za to potrafiły rozbudzić we mnie chęć tworzenia. Poświęciły mi niezmierzoną ilość czasu spędzonego na dywanie w otoczeniu farbek, wycinanek, plasteliny. W największej mierze przyczyniając się do tego co dzisiaj robię. Z wdzięczności za ich przewodnictwo postanowiłam brać z nich przykład. Teraz historia zatacza koło i znów spędzam sporo czasu na podłodze, tylko że już z własnym dzieckiem. Może przekonam się, że wrodzony talent jednak istnieje ;)

Rysowanie rozwija nie tylko artystycznie.

Jest to umiejętność o tyle uniwersalna, że niemal wszystkie dzieci zaczynają rysować na bardzo wczesnym etapie rozwoju. Jeśli nie przegapimy tego okresu fascynacji wszystkim co zostawia ślad i odpowiednio zachęcimy naszą pociechę do dalszych eksperymentów, istnieje duże prawdopodobieństwo, że zaszczepimy w niej chęć stałego rozwoju w tym kierunku. I nawet jeśli nasze dziecko nie przejdzie w dorosłym życiu na zawodowstwo, to gwarantuję, że umiejętność przelewania myśli na papier, w formie obrazów, będzie bardzo przydatna przy wykonywaniu najróżniejszych zawodów. Powiem więcej, jest ona wręcz niezbędna w przypadku architekta, protetyka, geodety, konstruktora maszyn a to tylko niektóre przykłady tych bardziej ścisłych specjalizacji.

Ale to nie wszystko. Same procesy jakie zachodzą w naszym mózgu podczas rysowania to absolutny fenomen. Rysowanie to fantastyczne ćwiczenie i stymulator naszego rozwoju. To nie przypadek, że w wieku dziecięcym mamy instynktową potrzebę tworzenia. Żadna z interaktywnych i edukacyjnych zabawek nie dostarczy dziecku takiej stymulacji, jaką dają zajęcia plastyczne. Dlatego też, chciałabym zachęcić wszystkich rodziców do kreatywnych poszukiwań na dywanie. Co ciekawe, dorosły również możecie na tym skorzystać (więcej na ten temat TUTAJ). A przy okazji wspólnych zabaw, kto wie, może uda Wam się rozbudzić w dziecku talent.

Szkoła i jej talent do zniechęcania.

Dając dziecku kartkę i kredki z nadzieją na chwilę spokoju raczej nie oczekujmy, że rysowanie stanie się dla niego życiowym projektem. W tym wypadku potrwa to może parę lat i skończy się wraz z edukacją wczesnoszkolną, bo plastyka w szkole zwykle ma niewiele wspólnego z prawdziwą kuźnią talentów. Oceniana jak inne przedmioty, w przypadku dziecka bez wcześniejszego przygotowania, szybciej zniechęci niż czegoś nauczy. Zwłaszcza jeśli trafi ono na nauczyciela z poczuciem misji, aby wypuścić w świat nowe pokolenie Rembrandtów. Bez odpowiedniej motywacji, za to pod ostrzałem krytyki ze strony nauczyciela lub rówieśników, zadziała dobrze znany mechanizm obronny a nasze dziecko szczerze znienawidzi prace manualne i będzie pielęgnowało to uczucie aż do końca swej „artystycznej” edukacji. Niekiedy objawia się to lekceważącym stosunkiem do przedmiotu i nauczyciela, w skrajnych przypadkach, nawet agresją. W Waszej klasie nauczycielce plastyki też zdarzało się wybiegać z lekcji z płaczem?

Narysuj mi, mamo

Cofnijmy się jednak w czasie do momentu, kiedy nasze dzieci są jeszcze uosobieniem wrażliwości i posiadają talent do rozczulania nas samym swym jestestwem. Okolice pierwszych urodzin to bardzo dobry moment na pierwsze artystyczne eksperymenty. Większość rodziców zaczyna od kupienia dziecku kredek. Ja osobiście polecam pisaki. Wymagają mniejszej siły nacisku zostawiając przy tym wyraźniejszy ślad. A to sprawia, że są dla takiego malucha atrakcyjniejsze i łatwiejsze w użyciu. Żeby zabawa pisakami nie była dla nas utrapieniem, najlepiej wybrać ich wodną odmianę. Na rynku można znaleźć zmywalne pisaki dedykowane dzieciom od 12. miesiąca.

talent_3Pierwszy Towarzysz dostał pisak w łapkę jeszcze przed ukończeniem roku. Na początku nauka sprowadzała się do dokładnego zbadania narzędzia oraz pokrycia całej buzi, rączek i ubrania przypadkową konfiguracją kropek oraz kresek. Syn ozdobiony w taki alfabet morsa wydawał się być najszczęśliwszym dzieckiem pod słońcem. Ja dzieliłam z nim tą radość, tym bardziej że pisaki dało się bardzo łatwo zmyć ;) . Pierwszych świadomych bazgrołów, umieszczonych już na kartce, doczekałam się przy naszej trzeciej próbie i od tego czasu moje dziecię zaczęło doskonalić trudną sztukę stawiania kresek, rzadziej kropek. Początkowo mój aktywny udział w zabawie wcale nie był konieczny. Przez pół roku syn doskonale bawił się sam ze sobą. Potrzebę dzielenia się swą radosną twórczością wykazał dopiero w wieku 18 miesięcy. Teraz nie może być mowy o dniu bez wspólnego bazgrolenia pisakami ;)

Wszędzie dobrze, ale na podłodze najlepiej.

Wspólne rysowanie z dzieckiem procentuje. Natomiast to uprawiane na podłodze, na dużym formacie, procentuje podwójnie. Powołam się tu na wiedzę zdobytą jeszcze w trakcie studiów. Jeśli postawimy dorosłego amatora przed dużym arkuszem papieru i każemy mu rysować z natury, to jest więcej niż pewne, że zagospodaruje on mniej niż 50% udostępnionej powierzchni. W dużej mierze wiąże się to z różnymi lękami, w które z czasem obrastamy. Natomiast to co charakteryzuje niemal wszystkie małe dzieci to całkowity brak tego typu zahamowań. Szkrab malujący rączkami jest jak żywioł – zamaże nie tylko cały arkusz ale i wszystko wokół, jeśli w porę nie podsuniemy mu następnej kartki. Ćwiczenia na dużym formacie (może to być zwykły papier pakowy) utrwalają w dziecku tę swobodę kreacji. Nie tylko szlifują talent, ale też pozwalają wyżyć się artystycznie, pobudzają kreatywność, kształtują wyobraźnię przestrzenną, uczą planowania kompozycji a nawet pozytywnie wpływają na jego samoocenę i pewność siebie. To ostatnie pod warunkiem pełnego zrozumienia dla nowatorskich wizji młodego artysty.

Na konstruktywną krytykę przyjdzie jeszcze pora. A tymczasem kochajmy sztukę naszego dziecka miłością bezwarunkową. Nawet jeśli z naszego portretu spogląda istota bliżej nieokreślonego gatunku ;) .

Pamiętam, jak mój ojciec wyraził kiedyś opinię na temat mojego obrazu. Miałam wtedy może z 13 lat. O co dokładnie chodziło – nie pamiętam. Za to do dziś potrafię przywołać uczucie, jakie wtedy mnie przepełniło. Miałam ochotę cisnąć farby i pędzle w ciemny kąt i już nigdy po nie sięgać. Proszę Was, nie róbcie tego własnym dzieciom. Dużo łatwiej znieść krytykę reszty otoczenia niż krytykę własnych rodziców.

Talent nie przychodzi łatwo.

Jeśli tylko Wasza pociecha wykazuje chęci, pielęgnujcie jej zainteresowania. Wspólna zabawa na podłodze to dobry początek a z czasem mogą dojść do tego także zajęcia pozaszkolne. Niestety, musimy też liczyć się z tym, że dziecięce fascynacje, wraz z poznawaniem świata, mogą ulegać nagłym zwrotom. Zwykle stawia to rodziców w niełatwej sytuacji. Bo, czy ulegać ciągłym kaprysom dziecka, które nie potrafi zbyt długo wytrwać przy jednym kółku zainteresowań? A z drugiej strony, czy przymuszanie do zajęć, z których nie czerpie już radości jest aby na pewno właściwe? Nie jest łatwo być rodzicem. W takich sytuacjach warto dociekać powodów zniechęcenia.

Mały człowiek niezwykle szybko staje się bardzo samokrytyczny. Może jakaś dotkliwa porażka lub nadmierna krytyka przyczyniła się do takiego stanu rzeczy? Gdy czujemy, że naszemu dziecku po prostu brak konsekwencji, czasem warto okazać więcej stanowczości.

Moja mama została postawiona przed takim dylematem, gdy po 7 latach uczęszczania na zajęcia plastyczne oświadczyłam, że już nie chce na nie chodzić. Dziś jestem jej ogromnie wdzięczna, że nie pozwoliła mi wtedy zrezygnować. Oczywiście nie obyło się bez dąsów i manifestacji niezadowolenia, ale ostatecznie kontynuowałam naukę jeszcze przez kolejnych 5 lat. A gdy przyszło mi decydować  o kierunku studiów i o tym co chcę w życiu robić, nie miałam już najmniejszych wątpliwości. W moim przypadku bezkompromisowe wykorzystanie władzy rodzicielskiej przyniosło tylko pozytywny skutki.

Dlatego kochane mamy, bądźcie dla swych dzieci inspiracją. I naprawdę to czy same jesteście uzdolnione nie ma tu większego znaczenia. Talent to nie wszystko. Czas poświęcony dziecku jest cenniejszy niż najbardziej obiecujący bagaż genetyczny. Z resztą, każda mama ma swój wyjątkowy talent – matczyną intuicję, za którą nasza pociecha może być w przyszłości wdzięczna. 

A jeśli poszukujecie pomysłu na kreatywne zabawy z dzieckiem, zachęcam do sprawdzenia naszych :) 

  • O taki!
    kreatywniejemy.blogspot.com

  • GosiaO

    Zgadzam się w 100 % rysowanie jest cudowne i pomaga w wielu sytuacjach. Z rysunku możemy wiele się dowiedzieć. Są chwile, że łatwiej dziecku narysować emocje, niż o nich opowiedzieć. Rysowanie może towarzyszyć przeróżnym zabawom, możemy tworzyć rysunkowe mapy z ukrytymi skarbami, rysunkowo szyfrować wiadomości ( do MAMY – JESTEM GŁODNA) , dziecko może tworzyć rysunkowe rebusy, labirynty. Rysunkiem możemy wspomagać pamięć – jak? na koniec dnia możemy poprosić malucha żeby narysował co robiliśmy tego dnia opiszmy je datą i włóżmy do segregatora I już zaczynamy przygodę pamiętnikową :)
    Pomysłów jest bez liku :) POZDRAWIAM